Lubię być zaskakiwany
Pozostałe

W drogę (i poza nią)

Słońce za oknem i coraz wyższe temperatury jakie towarzyszyły nam w ciągu pierwszych dni kalendarzowej wiosny z pewnością zaowocowały bardziej śmiałymi wyprawami rowerowymi. Część z Was zapewne zaliczyła pierwszy tegoroczny biwak. Biwak, no właśnie. To słowo mam w swojej głowie od pewnego czasu. Swego czasu pewna osoba – całkowicie słusznie – w jednej z rozmów zarzuciła mi, że co to za bikepacking bez namiotu. Moje dotychczasowe doświadczenia w zakresie podróżowania na rowerze ograniczały się do wykorzystywania ogólnodostępnej infrastruktury noclegowej, czyli mówiąc prościej kwater, hosteli i hoteli. Za takim rozwiązaniem przemawiała lekkość roweru, bowiem z wypełnionymi torbami nie przekraczał wagi 13 kilogramów.

Doświadczenie jakie nabyłem w ubiegłym roku w Alpach, nieco zweryfikowało moje podejście to podróżowania na rowerze. Cenię sobie niezależność wobec kogokolwiek, a dotychczas stosowane rozwiązanie nie do końca na to pozwalało. Dlatego postanowiłem to zmienić. Pewnego zimowego wieczoru włączyłem YouTuba z zacząłem szukać rozwiązań, które byłyby dla mnie najlepsze. Ultralekkie namioty, zaawansowane technologicznie śpiwory, tarpy, bivvy bagi, hamaki. Im dalej w las tym więcej wątpliwości i dylematów. Głowa zaczęła boleć już od ilości informacji, które miałem do przetrawienia. Dzisiaj wiem już zdecydowanie lepiej zorientowany w temacie „prawdziwego” bikepackingu, a ten wpis to tak naprawdę dopiero zapowiedź tego co przede mną.

Wspomniana niezależność oznacza dla mnie jednocześnie dużą dozę prywatności. Dlatego wybierając elementy noclegu kierowałem się przede wszystkim tym kryterium. Mnogość oferty wielu producentów w kategorii ultralekkich namiotów wprawia w zakłopotanie. Jednak w wielu wypadkach za lekkością w parze nie idzie wytrzymałość – przynajmniej takie opinie daje się łatwo znaleźć na dostępnych forach internetowych. Idąc za głosem rozsądku uznałem że najlepszym rozwiązaniem dla mnie powinien okazać się zwyczajny namiot turystyczny, którego wagę łatwo można zbić pozbywając się zbędnych opakowań i zmieniając stalowe śledzie na lekkie aluminiowe. Przeglądnąłem filmy na YouTube i długo się nie zastanawiając wybór padł na Highlander Blackthorn.

Namiot już jest, ale co do niego włożyć? Przydałby się śpiwór. Idąc za współczesnym trendem najlepiej syntetyczny. Chociaż cięższy to przynajmniej ogranicza możliwość starcia w lesie z przypadkowo spotkanym ekologiem (tak, to miał być suchar). Dobrze, żeby jego konstrukcja pozwalała na izolację termiczną w okolicach stóp i barków. I dobrze, gdyby dało się go skompresować. Tak jak model Highlander Challenger Lite:

No a co pod tyłek? Tutaj póki co wybieram klasyczną karimatę, a z wzrostem doświadczenia zobaczę co dalej. Wszystko to bez problemu zmieszczę w swoje torby bikepacking-owe. Konkretnie z tym samym logo już nie znajdziecie (taki urok produktów z Chin), ale dość podobne znajdują się w ofercie czeskiego Sport Arsenal. To byłoby w zasadzie tyle. Chwila, chwila – pomyślisz sobie – a co jeść? Nie jestem osobą, która za wszelką cenę musi zjeść ciepły posiłek i wypić gorącą herbatę. Poza tym dostępność do miejsc, które oferują takie dogodności w naszej szerokości geograficznej jest ogromna. Gdyby ktoś jednak miał odmienne niż ja zdanie ciekawe rozwiązania znajdzie u chłopaków z Bikepacking Club.

No dobra, moi mili. Szkoda czasu, trzeba ruszać w drogę (i poza nią).

Zobacz jeszcze to: