Dolnośląska Kraina Rowerowa
Pozostałe

Dolnośląska Kraina Rowerowa

Green Velo, Blue Velo, Velo Małopolska – ostatnio bardzo często czytam i słucham o kolejnych infrastrukturalnych inicjatywach, które są podejmowane przez kolejne samorządy, stowarzyszenia i osoby pozytywnie zakręcone na punkcie dwóch kółek. Nawet obecny premier Mateusz Morawiecki zapowiedział swego czasu stworzenie 5 000 km ścieżek rowerowych, które mają nie tylko poprawić kondycję społeczeństwa, ale przede wszystkim spowodować ożywienie lokalnej gospodarki.

Można spekulować z tą tezą ale faktem jest, że to dla nas, rowerzystów to dobra i pozytywna deklaracja. Choć co istotne – wciąż to jednak tylko deklaracja. Zanim górnolotne wizje zamienią się w konkretne plany i podjęte działania zajmijmy się tym co mamy, a mamy wbrew pozorom tego całkiem sporo. Wprawdzie nie jest to jeszcze poziom Europy Zachodniej, ale z roku na rok ciekawych traktów dla rowerzystów przybywa. 

Długo zajęło mi dotarcie do Prusic, gdzie jakiś czas temu hucznie otwarto „świecącą” drogę rowerową do Żmigrodu. Ma być ona częścią „Dolnośląskiej Autostrady Rowerowej”, która połączy ze sobą kilka gmin na północ od Wrocławia siecią 150 kilometrów ścieżek. Dzięki temu amatorzy dwóch kółek z dala od aut będą mogli dotrzeć m.in. z Wrocławia do Milicza. Trasa ma połączyć najciekawsze turystycznie miejsca w tym regionie. Tyle teorii, a jak nowe ścieżki wyglądają w praktyce?

Drogowskazy prowadzące na szlak są umieszczone już na byłej DK 5 przy wjeździe do Prusic. Udaję się na Rynek, gdzie główkuję który z drogowskazów zaprowadzi mnie do Żmigrodu. Tabliczki informacyjne przedstawiają jedynie informację o najbliższej miejscowości… Jadę tak jak podpowiada mi intuicja do Ligotki. Droga jakościowo jest bardzo dobra i przede wszystkim równa, powiedziałbym wręcz że jedna z lepszych po jakiej jeździłem w naszym kraju. To co się rzuca w oczy to jej szerokość, która zdecydowanie nie wskazuje na to, że mamy do czynienia z rowerową autostradą. Jadę wąskim rowerem szosowym i jest mi ciasno. A co mają powiedzieć sakwiarze i rekreacyjni turyści dla których przede wszystkim droga jest stworzona? Z dwupasmówką w Jaworznie nie ma ona z pewnością nic wspólnego…

Nie to irytuje najbardziej. Jest kilka większych lub mniejszych niedociągnięć. Przede wszystkim częste zmiany pasa ruchu. Raz jedziemy z prawej, raz z lewej. I o ile odbywałoby się to co kilka kilometrów – OK, ale tutaj mamy do czynienia z setkami metrów. To mankament, który wkurzy w zdecydowanej większości kolarzy szosowych, którzy nie lubią ciągłego hamowania 🙂 To taki malutki feler spowodowany najpewniej własnością gruntu. Nieco większy kaliber uchybień to znaki informacyjne. Jak wspomniałem wyżej, prowadzą tylko do następnej miejscowości, ale co gorsza są przymocowane trytytkami… To powoduje, że część wisi tylko „na słowo honoru”, a części już nie ma. Sądzę, że powyższe było również powodem dla którego zgubiłem się nieco, gdy nagle ścieżka się urwała i na skrzyżowaniu nie było wiadomo w którym kierunku się udać.

Zdecydowanie bardziej doskwiera wszechobecne zaschłe błoto z okolicznych pól. Czasami to efekt natury i nieprzemyślanego ukształtowania ścieżki poniżej poziomu gruntu upraw. A czasami głupota rolników, którzy korzystają z tej ścieżki niszcząc ją. Jeśli nikt nie pomyśli zawczasu aby to naprawić i ukrócić, to wkrótce zamiast autostrady doświadczymy tam wertepów. Poziom złości wzrasta na widok słupków, które mają utrudnić wjazd na ścieżkę niepowołanych pojazdów, a tak naprawdę jedynie ograniczają przepustowość drogi.

Aby jednak nie narzekać zbyt wiele pochwalić muszę „pit stopy”. Można się tam zatrzymać odpocząć, schronić przed deszczem, albo… biesiadować. Warto dodać, że projekt posiada swoją aplikację mobilną. Znajdziecie tam oprócz map także „punkty przyjazne rowerzystom” takie jak sklepy, restauracje, czy obiekty do zwiedzania. Mimo wymienionych minusów całość wygląda naprawdę fajnie. Jeśli projekt będzie rozwijany, gdy skończą się fundusze unijne to może być to bardzo dobry produkt turystyczny Dolnego Śląska.

Zobacz jeszcze to: