Pozostałe

By zachować wspomnienia

Pamiętam jeszcze czasy, gdy na wycieczkę szkolną, czy wakacje zabierało się ze sobą ciężkiego Kodaka na kliszę. Ograniczone możliwości kazały każdorazowo zastanawiać się nad dokumentowanymi kadrami. Przez cały czas towarzyszyła też niepewność – czy coś wyszło? Dopiero po wizycie w laboratorium okazywało się, ile z 36 zdjęć nadawało się do włożenia do albumu.

Potem przyszła era cyfrowa, a wraz z nią wzrosła ilość robionych zdjęć. Migawka w pierwszej lustrzance padła po 60 000 strzałów, a 5 korpusów które posiadałem uchwyciło łącznie jakieś pół miliona ujęć. Upychając je na kolejnych dyskach twardych nigdy nie myślałem nawet o tym, aby przynajmniej część z nich pozostawić na papierze.

Zmieniło się to gdzieś pod koniec ubiegłego roku, gdy zostałem zaproszony do testu fotoksiążki przez niemieckiego producenta Saal Digital. Ponieważ kilka miesięcy wcześniej wielkie zakurzone body z obiektywami postanowiłem zamienić tylko i wyłącznie na małą kamerkę sportową, która jeżdżąc na rowerze była najodpowiedniejszym fotograficznym akcesorium nie miałem specjalnie dużego wyboru zdjęć, które nadawałyby się do druku.

Materiał na kilkunastostronnicowy album udało się zebrać, a efekt finalny był więcej niż zadowalający. Bałem się, że w takiej fotoksiążce uwydatnią się wszystkie mankamenty mojego mikro sprzętu, które w mediach społecznościowych można dość łatwo zamaskować, ale nie. Oczywiście nie była to jakość z pełnoklatkowej matrycy, ale wystarczająca dla 90% odbiorców.

FB_IMG_1535353169980

Po powrocie z Alp znalazłem na skrzynce e-mail kolejne zaproszenie, tym razem do przetestowania fotozeszytu. Nie wahałem się długo, wszak świeży materiał aż prosił się o wydruk. Obrazki postanowiłem ubarwić tekstem, który pojawił się również na blogu – witryna zniknie, serwery padną, a papier pozostanie. I tutaj zaczęły się schody.

O ile dedykowany program jest dość intuicyjny, gdy dodajemy kolejne zdjęcia, to głupieje i wariuje w przypadku dodawania sporych obszarów zapełnionych tekstem. Po kilku godzinach walki udało się wszystko poskładać, tworząc historię tekstowo-obrazkową. To w zasadzie jedyny mankament całego procesu produkcji.

Fotozeszyt, podobnie jak wcześniej fotoksiążkę cechuje wysoka jakość wykonania. Wszystko wygląda solidnie i nie ma obawy, że wizycie w rękach kilku osób coś by miało się porozrywać. Zdjęcia są odwzorowane bardzo dobrze, a wszystko wygląda naprawdę bardzo przyjemnie.

Słów kilka jeszcze o procesie wysyłki, bo to też zasługuje na sporą uwagę. Fotozeszyt wysłałem do druku w ubiegły poniedziałek po godz. 23:00, a już w czwartek przed południem kurier dostarczył mi gotowy produkt. Trzeba dodać, że druk odbywa się za naszą zachodnią granicą, więc słowo „woow” jest jak najbardziej na miejscu.

LRM_EXPORT_20180825_142845
LRM_EXPORT_20180825_143009
LRM_EXPORT_20180825_142946

Zobacz jeszcze to: