Przemyślenia

(Od)nowa

Budzik dzwoni o szóstej rano, szybka toaleta, nie masz czasu na śniadanie, wybiegasz do pracy, osiem godzin przy biurku, wracasz, wkładasz lajkrę, dwie godziny interwałów, bo tak wychodzi z planu treningowego. Zmęczony kładziesz się spać wmawiając sobie, że wszystko zrobiłeś tak jak zaplanowałeś. Ale czy rzeczywiście tego chciałeś?

Rutyna. Dopada każdego z nas, choć często nie zdajemy sobie z tego sprawy. Strefa komfortu, którą się otaczamy daje iluzję bezpieczeństwa – do tego stopnia, że boimy się wyjść z utartych, znanych nam schematów z drugiej strony czujemy pustkę i znużenie życiem jakie mamy. Spoglądamy na innych i zazdrościmy im odwagi, kreatywności i pomysłów na życie jednocześnie nie robiąc ze swoim nic.

Gdy już decydujemy się na zmiany chcielibyśmy mieć wszystko od razu. 15 kilogramów mniej w miesiąc (tak, da się o czym się sam przekonałem, ale niekoniecznie jest to dobre dla Twojego organizmu), wygranie jakiegoś tam pucharku po miesiącu treningów i tak dalej. Nasza motywacja przeradza się w słomiany zapał, a tak szybko jak pomyśleliśmy o podjęciu jakiś zmian w swoim życiu również o nich zapominamy.

Wiesz dlaczego dzisiaj jestem, tu gdzie jestem? Ponieważ kolejne cele i pragnienia jakie siedzą w mojej głowie dawkuję sobie powoli. Krok po kroku, schodek po schodku wspinam się coraz wyżej. Konsekutywnie osiągane kamienie milowe motywują mnie do podejmowania coraz poważniejszych wyzwań. Powoli odkrywam drzemiący we mnie potencjał sprawiając, że mogę realizować się w tym co mnie naprawdę pociąga.

Praca nad sobą, chęć ciągłego doskonalenia się, stawania lepszym może nieść za sobą sporo pułapek. Człowiek jest istotą niedoskonałą, ale często tego faktu nieakceptującą. Każdy ma swoje wady, podejmuje nieprzemyślane i nietrafione decyzje. Zatraca się w swoim dążeniu do bycia lepszym tracąc motywację i chęci. Nie zdajemy sobie sprawy z faktu, że nasza efektywność spada a my stajemy się coraz bardziej znużeni tym co robimy. Tracimy energię jak akumulator w telefonie nie próbując nawet znaleźć źródła zasilania. W końcu się wyłączamy, tracimy chęci z czasem zupełnie odchodząc od rzeczy, które jeszcze niedawno były naszą siłą napędową.

Zapominamy, że nie da się jechać wciąż bez zatrzymania, nie chcemy uświadomić sobie że regeneracja i chwilowe oderwanie się od naszych dążeń może być dla nas tylko korzystne.

Moim przerywnikiem od jazdy na rowerze jest spacer po górach. Specjalnie nie nazywam tego wspinaczką, bo choć mam jakiś tam w miarę „odpowiedni” ekwipunek, to wytrawnym wędrowcem nazwać siebie nie mogę. Po prostu chodzę, zachwycam się otaczającą przyrodą, jednocześnie zdając sobie sprawę ze swoich słabości. Obolałe mięśnie każdorazowo pozwalają mi z nową motywacją usiąść znów na siodełku roweru, a ja wiem, że mogę dalej, mocniej, lepiej.

LRM_EXPORT_20180814_183026

Zobacz jeszcze to: