Przemyślenia

Ile sprzętu a ile talentu?

Cześć, szukam swojej pierwszej szosy w budżecie do około 15 tysięcy złotych – takiej treści ogłoszenie znalazłem ostatnio na jednej z grup fejsbukowych. Traktuję je z lekkim uśmiechem na ustach. Nie, nie zazdroszczę ilości pieniędzy jakie ktoś chce poświęcić na rower (bo przecież można o wiele więcej), a patrzę na nich z małym politowaniem.

Dlaczego? Rowery o takiej wartości już raczej mają swoje charakterystyczne cechy i osoby je kupujące wiedzą doskonale czego od takich rowerów oczekują. I to od swoich oczekiwań co do nowych dwóch kółek, a nie budżetu powinno się rozpoczynać poszukiwania roweru. Pamiętam czas, gdy kupował swoją pierwszą szosę. Wiedziałem tylko, że chcę rower przeznaczony do jazdy po asfalcie, leśne ścieżki jakoś mnie specjalnie nigdy nie interesowały.

Wchodzę do pierwszego sklepu i Pan pyta: „Ale jaki ten rower ma być? Do ścigania? Do komfortowej jazdy? Na triathlon?”. Do cholery, a co to za różnica? Wówczas zacząłem sobie uświadamiać, że mówiąc rower szosowy każdy z nas może mieć na myśli coś zupełnie innego.

Początek lipca i tydzień temu rozpoczęty Tour de France to nie tylko walka poszczególnych kolarzy o Le maillot jaune ale również wyścig technologiczny producentów rowerów we wprowadzaniu nowinek do swoich najważniejszych wyścigowych maszyn. Dzisiaj waga i aerodynamika wciąż są ważne co pokazuje choćby BMC w swoim najnowszym Teammachine R01, ale w konkurujących ze sobą fabrykach wielkich koncernów na laboratoryjnym stole opracowuje się kolejne elementy usprawniające prace roweru.

Hamulce tarczowe, które jeszcze pięć lat temu były w kolarstwie szosowym raczej abstrakcją, dzisiaj stają się standardem. We wspomnianym Le Grande Boucle debiutują „disc brakes” od Campanolo (Lotto Soudal), na tarczówkach jeździ też Peter Sagan i inni którym rowery dostarcza Specialized, ale i też choćby Trek.

Na zakończonych dopiero co targach Eurobike furorę robiły (a w zasadzie robić dopiero będą) dwa nowe podejścia do napędu. Ceramicspeed zaprezentował innowacyjny system zmiany biegów pozbawiony łańcucha, który do 1% ma zminimalizować straty mocy jakie kolarz generuje wykorzystując zwyczajny napęd. Całość wygląda na tyle futurystycznie, że ciężko powiedzieć czy w najbliższej przyszłości może stać się powszechnie stosowanym standardem.

ceramicspeed-concept-drivetrain-with-13-speed-shaft-driven-flat-cassette01

Co innego napęd od Rotora. Uniwersalny, z przeznaczeniem zarówno do rowerów szosowych o charakterystyce wyścigowej, poprzez gravele, aż do maszyn MTB, gdzie konieczny jest większy zakres przełożeń. O ile dla MTB nie można mówić o rewolucji, bo przecież istnieją już napędy 1×12, więc jedna zębatka więcej jest dość naturalnym krokiem rozwoju, a rowery z jedną tarczą z przodu stały się dość powszechne, to nie można tego powiedzieć o zwykłych szosach. Tam wprawdzie 3T od ubiegłego roku romansuje z napędem 1×12, ale sądząc po wypowiedziach dyrektora sportowego Aqua Blue Sport, którego kolarze są królikami doświadczalnymi nie do końca ten patent funkcjonuje jak należy (choć zdążyli już na nim co nieco wygrać).

Wszystko to, co nazywamy globalnym rozwojem jest naprawdę w porządku, dopóki nie wpadamy w manię posiadania wszystkiego co nowe tak naprawdę nie zastanawiając się czy w ogóle nam to jest do czegokolwiek potrzebne? Pomiar mocy, choć się nie ścigamy, Garmin Edge 1030, choć poruszamy się co niedzielę tą samą ścieżką i tak dalej, i tak dalej.

Nie da się ukryć, że spora w tym zasługa specjalistów od marketingu, zaczynając od tych pracujących w koncernach produkujących te produkty, poprzez sprzedawców w sklepie. Skoro się już coś wyprodukowało, to trzeba to sprzedać. Tak działa handel od wieków i ta reguła zapewne się nie zmieni. W takim momencie z ogromnym zaciekawieniem i sympatią spoglądam na takie rowery jak poniżej i ich właścicieli, którzy poświęcili naprawdę sporo czasu i pieniędzy, aby uzyskać oczekiwany efekt.

Zdjęcia: canva.com, ceramicspeed.com

Zobacz jeszcze to: