Przemyślenia

Niewykorzystany potencjał

Któregokolwiek portalu nie otworzę, której telewizji nie włączę, wszędzie mundial. Osobiście mam go po dziurki w nosie, mimo iż na co dzień nie darzę specjalną sympatią piłki nożnej, to teraz z każdym kolejnym dniem czuję do niej wręcz wstręt. Nie dlatego, że Polacy (podobno – nie wiem, bo nie oglądam) grają fatalnie lecz dlatego, że na każdym kroku jestem zasypywany tekstami o sznurówkach Lewandowskiego, lub fryzurach Cristiano Ronaldo.

W tym momencie zaczynam rozumieć Roberta Gryna, najmłodszego wśród setki najbogatszych Polaków Forbes’a, który otwarcie przyznaje, że nie czyta polskiej prasy i polskiego internetu ponieważ treści tam prezentowane są najzwyczajniej bezwartościowe. I faktycznie, znalezienie ciekawego artykułu na dziesięciu najpopularniejszych serwisach internetowych w Polsce graniczy z cudem. Dlatego coraz częściej eksploruję blogi i YouTube’a w poszukiwaniu ciekawych i inspirujących materiałów.

Niebawem odszukanie takich małych stron „wysokiej jakości” może okazać się jeszcze trudniejsze za sprawą procedowanego w Brukseli nowego prawa autorskiego, które wprowadzi najprawdopodobniej wiele absurdalnych zmian, cenzurując internet. Podobno jeszcze nie jest za późno o czym przekonują inicjatorzy akcji #saveyourinternet choć moim skromnym zdaniem wielkie koncerny mediowe  już dawno temu przelobbowały te regulacje, a głosowanie na początku lipca będzie tylko formalnością.

To sprawi, że taki mundial będzie jeszcze lepiej pozycjonowany, bo przynosi zdecydowanie większe dochody niż takie Mistrzostwa Polski w kolarstwie, które w ubiegły weekend odbyły się w okolicach Pól Grunwaldu i Ostródy. Kto łudził się na jakąkolwiek relację w TVP, czy jakiejkolwiek innej telewizji sporo się przeliczył. Na stronach narodowej telewizji odgrzebałem jedynie dwuminutowy materiał regionalnego ośrodka w Olsztynie, który nawet nie znalazł się na głównej stronie TVP Sport. Za to znalazło się tam kilka odnośników do nic nie dających przeciętnego kibicowi artykułów o tym, jak TVP zarobiła na mundialu.

Wracając do samych mistrzostw Polski, te – w szczególności wyścig ze startu wspólnego – okazały się dość ciekawe. Już na samym początku faworyci pojechali w odjazd nie dając się dogonić peletonowi a sprawę mistrzostwa pomiędzy sobą rozstrzygnęli Michał Kwiatkowski i Maciej Bodnar. W niedzielę wygrał ten pierwszy, dwa dni wcześniej czasówkę najlepiej pojechał drugi.

To jest ciekawe, że w innych krajach taka dyscyplina jak kolarstwo potrafi przyciągnąć tłumy kibiców i sponsorów, a telewizje chcą pokazywać nawet te najbardziej lokalne zawody. W Polsce na to liczyć może tylko Tour de Pologne, a relacje z takiego narodowego czempionatu musimy szukać na Facebook’owym profilu komentatorów Eurosportu, Tomasza Jarońskiego i Adama Probosza. Swoją drogą relacje bardzo ciekawe i okraszone jak zwykle świetnym komentarzem obu panów.

Mamy zawodników takich jak Kwiatkowski, Bodnar, Majka, Marczyński, którzy dzięki swoim sukcesom mogliby jeszcze mocniej pchnąć kolarstwo do przodu. Oprócz Majki trzymającego słuchawkę prysznicową w przerwach transmisji na Eurosporcie żaden z nich (chyba) nie wystąpił w reklamie i nie sądzę, że wynika to z ich niechęci do promowania siebie w taki sposób. Za to ciągle widzę pewnego Pana z idealnie zgolonym zarostem, włosami bez łupieżu, rozmawiającego przez telefon chińskiej marki działający w pewnej sieci, który popijając napój izotoniczny pyta swojej żony ile kulek mocy ma zjeść przed meczem.

DCIM107MEDIA

Zresztą nie jest to problem tylko kolarstwa. Jak już doskonale wiecie interesuję się również koszykówką, dyscypliną która na świecie plasuje się tuż za piłką nożną, a w Polsce od wielu lat jest marginalizowana. Ciężko się temu dziwić, kadra gra słabo nie osiągając spektakularnych wyników, ale od dziesięciu lat ma Marcina Gortata, grającego bardzo dobrze w najlepszej lidze świata. Mógł być świetną trampoliną do rozwoju tej dyscypliny tak jak Yao Ming w Chinach, lecz potencjał ten został zaprzepaszczony.

W zamian za to kibice dostawali filmiki z serii „TOP 10” tworzone w czymś zbliżonym do Windows Movie Maker z zachwycającymi ujęciami z telefonów komórkowych. Dla prezesów związku i ligi była to wystarczająca promocja. Dzisiaj hiszpańskie media robią reportaże o polskiej srebrnej czwórce, która przed laty zdobyła wicemistrzostwo świata U-19 ulegając jedynie Stanom Zjednoczonym, a dzisiaj próbuje swoich sił w najlepszej lidze Europy. Tam są uznawane za wschodzące gwiazdy, albo przynajmniej solidnych zawodników, w Polsce zaś poza kilkoma tysiącami zapaleńców nazwiska Ponitka, Gielo, Karnowski i Michalak wiele nie mówią.

IMG_7725

Prawdopodobnie wielu też nie ma pojęcia, że w czwartek, tuż po mundialowym starciu z Japonią wspomniany kwartet  w ramach eliminacji do mistrzostw świata zagra z Litwą. Mecz, choć będzie transmitowany pewnie wielu nie obejrzy, bo dostęp do TVP HD (gdzie ów transmisja będzie) ma niewielu. Moja kablówka nie ma nawet tego kanału w ofercie. Swoją drogą ciekawie może wyglądać Ergo Arena wypełniona bardziej niż w biało-czerwonych barwach głośnymi fanami w zielonych koszulkach. Pamiętam EuroBasket w 2009 roku, gdy Litwini mecze rozgrywali we Wrocławiu przegrywając m.in… z Polską. Ich kampery i przyczepy koczowały niemal na każdym wolnym skrawku przestrzeni, a rozbawiony i barwny tłum przelewał się przez centrum miasta.

Problem kolarstwa i koszykówki, ale i wielu innych dyscyplin w Polsce jest spowodowany brakiem pomysłu na promocję danej dyscypliny. Cóż z tego, że organizowanych jest mnóstwo amatorskich wyścigów przyciągających coraz większą rzeszę miłośników dwóch kółek, cóż z tego że każdego weekendu organizowanych jest dziesiątki streetball’i, skoro wciąż przyciągają one ten sam krąg odbiorców. Przez przeciętnego Kowalskiego rowerzysta widzi się jako święta krowa, którą zawsze należy przepuszczać na każdym kroku, a koszykarz to ten gość w szerokich spodniach słuchający hip-hopu i palący non-stop zioło.

IMG_8687

Tak jak w koszykówce nie wykorzystano potencjału Gortata, tak kolarstwo w żaden sposób nie promuje na szerszą skalę Kwiatkowskiego, Majki, czy nawet Mai Włoszczowskiej. Za to od kilkunastu lat każdy Polak od listopada do marca staje się ekspertem skoków narciarskich, dyscypliny zarezerwowanej dla wąskiego grona. Bo na rower wsiąść może każdy, piłkę do kosza kozłować również, ale na rozbiegu skoczni znajdzie się już niewielu…

Kiedyś, pracując w pewnym ogólnopolskim portalu o koszykówce popełniłem tekst, który zatytułowałem „Wciąż jeszcze wierzę”. Dzisiaj, widząc wciąż te same nazwiska w rubrykach „Zarząd” nie wierzę już w nic, żałuję tylko zmarnowanego i niewykorzystanego przez lata potencjału. Kolarstwo może się jeszcze obronić, choć po wydarzeniach na przełomie ubiegłego i tego roku droga może być jeszcze długa. Może nie osiągniemy poziomu Wielkiej Brytanii, ale może kiedyś w Polsce dzieci będą krzyczeć do mnie tak jak ostatnio w Görlitz „Graipel” czy jak w ubiegłym roku na Słowacji „Sagan”.

P.S. To trochę inny tekst niż dotychczas, przedstawiający pewien problem, który nie dawał mi spokoju, gdy zajmowałem się koszykówką i martwi mnie obecnie w kolarstwie. Ale bez obaw – wciąż jeżdżę i szykuję się do kolejnych przygód.

Zobacz jeszcze to: