Przemyślenia

Co dalej?

Pustka. To dziwne i przerażające uczucie towarzyszy mi od kilku dni. Do tej pory wszystko co robiłem – w sensie kolarskim – sprawiało mi radość. Miałem przed sobą jakiś cel, konkretny punkt roku do którego się przygotowywałem.

Wówczas nie myślałem o tym co będzie później. Wiedziałem, że spocząć na laurach nie zamierzam, ale nie określiłem kolejnych celów, które mogłyby mnie motywować do działania. Tour de Silesia minęło szybko i w zasadzie bezboleśnie, a euforia po przejechaniu najdłuższego do tej pory w życiu dystansu minęła w momencie wsiadania do pociągu relacji Racibórz – Wrocław Główny.

XIAOYI

Tygodniowy pobyt w Jesionikach, który miał mi pozwolić odpocząć i nabrać znów ochoty do spełniania marzeń tak naprawdę tylko mnie rozdrażnił. Jeździć tam mógłbym wciąż i wciąż, dróg mi nie zabraknie, bo wciąż odkrywam coś nowego i niesamowitego. Tym bardziej żałuję, że z przyczyn niezależnych od siebie nie odwiedziłem kilku miejsc, w których dawno już nie byłem. Myślę głównie o Rychlebach, znanych pewnie bardziej z singli wokół Černé Vody. Do tej pory raczej się tylko o nie ocierałem, bo opisywane przeze mnie atrakcje choćby w Lipová-lázně de facto przynależą do Złotych Gór.

XIAOYI

Wspomniana kilkanaście zdań wyżej pustka to tak naprawdę dylemat, gdzie udać się tym razem. Uważam, że Polska to wspaniały i piękny kraj, którego odkrywanie, w szczególności na rowerze sprawia sporo radości i satysfakcji. Podjeżdżając kolejny raz Michałkową, Okraj, Gliczarów czy nawet Pradziada uświadamiam sobie w ilu miejscach jeszcze nie byłem, albo byłem zbyt krótko by móc je poznać. Praktycznie cała Polska wschodnia, od Bieszczad po Mazury to tereny do których mnie ciągnie. Z drugiej strony chciałbym doświadczyć czegoś więcej. Zobaczyć wspaniałe góry, wspinać się po legendarnych przełęczach, pić kawę i wino, oderwać się od codziennego życia niczym szymonbike.

Bo oprócz tego mojego jeżdżenia, przemierzania kolejnych kilometrów, jestem gdzieś w głębi duszy przede wszystkim turystą. Do kolarstwa pociągnęła mnie możliwość bycia w krótkim czasie w wielu miejscach, zobaczenia tego na co podróżując w inny sposób musiałbym poświęcić zdecydowanie więcej czasu. W dzieciństwie, gdy każde niemal wakacje spędzałem nad morzem męczyło mnie cholernie to ciągłe siedzenie na plaży. Zresztą jaka to atrakcja?

Z kolei wycieczki szkolne, czy jakiekolwiek inne „objazdówki” złościły mnie ilością czasu spędzonego w autobusie/samochodzie i nudnymi przewodnikami, którzy często nie potrafili zachęcić do słuchania. A na rowerze? Zatrzymuję się w każdym miejscu które mnie interesuje, czytam jakąś historię opisaną na przytwierdzonej tablicy, robię dwa zdjęcia i jadę dalej. Prawda, że proste?

XIAOYI

Gdy oddawałem nadajnik GPS po TdS sędzia główny obsługujący czy nie oszukujemy przypadkiem z trasą zapytał to na jakim maratonie się teraz spotkamy? Odpowiedź z moich ust pewnie na żadnym, przynajmniej nie w tym roku była zaskoczeniem. Ale jak to? Po prostu. Maratony nie są mi potrzebne do spełniania własnych ambicji, mogą nimi być – oczywiście, ale większą satysfakcję daje osiągnięcie czegoś samemu.

Iwona, trenerka i założycielka grupy którą mam przyjemność reprezentować określiła mnie jako „kolarza indywidualistę”, ktoś inny powiedział że jestem rowerowym samolubem. I jest w tym sporo racji. Nie unikam grup, ani nikogo nie odganiam gdy spotkam na trasie, ale najlepiej jeździ mi się samemu. Ot, po prostu. Zresztą namówienie kogoś na rundy powyżej 300 kilometrów to nie lada wyzwanie, mi to się przynajmniej jeszcze nie udało. Dla przykładu zacytuję Wam jedną z rozmów z kwietnia tego roku. Mam nadzieję, że „cytowany” kolega się nie obrazi 🙂

– Lecę z rana na Sowie, startuję o 5:00 gdybyś miał ochotę 🙂

– O Panie, po dziś nie ściągniesz mnie o 5:00

– Szkoda. Mam w głowie coś ciekawego 😀

– Nieludzka godzina, do tego kłopotliwa w ubiorze. Rano zimno, a potem gorąc, to jeszcze nie lato żeby na krótko

– Wiem, wiem, ale rękawki wystarczą.

– Dziś zmarzłem. I nie tylko ja, a ruszaliśmy po 10:00.

– Dzisiaj było nieprzyjemnie rano, fakt.

– O 5:00 będzie 6 stopni 😀 Nie no chętnie bym pojechał, ale wiem że za dużo będzie.

I tak to właśnie najczęściej wygląda 🙂

XIAOYI
IMG_7425

W sobotę odwiedziłem Brzeg, gdzie rozgrywano kolejną edycję najstarszego na Opolszczyźnie streetball’a. Z wcześniejszych notek wiecie, że przez wiele lat z koszykówką było mi po drodze. Pamiętam jak sam startowałem w streetballach, choć mój team zawsze schodził na tarczy… Cóż, pewnych rzeczy nie przeskoczysz. Nigdy nie było problemu, aby skrzyknąć kilka osób i jechać pograć. W kolarstwie w zasadzie jest tak samo, ale niedzielna setka z obowiązkową godzinną przerwą w knajpce jakoś nigdy mnie nie interesowała. Zresztą… 100 kilometrów można zrobić w środę po pracy, a nie w weekend 🙂

Wracając jednak do myśli przewodniej tego wpisu. Co dalej? Myślę, że już wkrótce usłyszę od swoich nóg „kolego, my chcemy więcej”, a liczba tras które mam przygotowane w kolejce „do realizacji” z pewnością nie pozwoli mi się nudzić.

Zobacz jeszcze to: