Przemyślenia Uncategorized

Nie jestem fit

Swego czasu zgłosił się do mnie Pan Maurycy, przedstawiciel firmy marketingowej prowadzącej kampanię zdrowego trybu żywienia dla jednego z popularnych ogólnopolskich producentów bakalii, a ostatnio również batonów treningowych.

Cześć!

Widzimy, że Twoją pasją jest sport. Może chcesz nam o tym opowiedzieć?

Tak brzmiała pierwsza wiadomość, jaką otrzymałem na Instagramie. Pomyślałem – w sumie, dlaczego nie? Odpisałem i po krótkiej chwili otrzymałem do wypełnienia kwestionariusz z pytaniami, które miały układać się w coś na wzór rozmowy/wywiadu. Wchodzę na stronę internetową owej kampanii, zaczynam czytać w jaki sposób zaprezentowali siebie inni i stwierdzam – ale nuda! Zrobię to inaczej, po swojemu.

Niestety, okazuje się, że chyba nie jestem jednak fit. Minął ponad miesiąc, a publikacji, która miała nastąpić „lada moment”, jak nie było, tak nie ma. Chciałem Wam udostępnić link do tej strony, ale skoro wspomnianego artykułu nie ma, to poniżej przedstawiam Wam moje odpowiedzi 🙂 Nazwy marki nie zdradzam, ale nie dlatego, że nie udostępnili tego, co znajdziecie poniżej, a raczej z powodu ściemy jaką próbują wciskać ludziom swoimi magicznymi produktami, niczym Ania Lewandowska.

Zresztą, jak będziecie chcieli, to i tak znajdziecie o jaki brand chodzi.

Od czego zaczęła się Twoja przygoda ze sportem? Jak wyglądały Twoje początki? Było ciężko?

Sport był obecny w moim życiu od kiedy pamiętam. Zawsze byłem aktywny, lubiłem się ruszać, jednak byłem nieco „większy” niż inni. Motywatorem dla mnie stał się zakup trochę „przyciasnawej” kurtki. Tak zacząłem jeden z najważniejszych etapów swojego życia. W pół roku straciłem ponad 50 kilogramów. Z pomocą przyszedł mi rowerek treningowy. Najzwyklejszy, marketowy. Chęć kręcenia jednak pozostała. Tak narodziła się miłość do kolarstwa. Dzisiaj nie wyobrażam sobie życia bez roweru.

Dlaczego postawiłeś właśnie na ten sport?

Rower, a raczej pokonywane odległości i realizacja wyznaczonych celów buduje charakter. Dzięki niemu nie tylko jestem w stanie trzymać swoje ciało w formie, ale również zmieniać swoje nastawienie do świata. Po pięciu latach wiem, że nie ma rzeczy niemożliwych, a wszelkie bariery są tylko i wyłącznie w naszych głowach.

Co w sporcie daje Ci największą satysfakcję? Co największą frajdę?

Największą przyjemnością jest osiąganie zamierzonych celów. Nie lubię rywalizacji, rzadko startuję w zawodach, moje cele są troszkę inne, niż większości. W ubiegłym roku miałem pragnienie zobaczyć zachód słońca nad polskim morzem. Wiązało się to z całodzienną, blisko 500-kilometrową trasą jaką musiałem pokonać z Wrocławia do Kołobrzegu. Udało się! Był to najpiękniejszy zachód słońca jaki widziałem w życiu.

Mógłbyś opisać swój trening? Ile czasu dziennie na niego poświęcasz?

Nie określę tego co robię w kategorii „treningu”. Jeżdżę ile chcę i na ile mogę. W tygodniu jest to 50, 100, 150 kilometrów, w weekendy zdecydowanie więcej, często ponad 200 lub 300 kilometrów.

Jak często ćwiczysz?

Tak często, jak się da. W ubiegłym roku przez ponad 300 dni byłem aktywny, czyli niemal 6 dni w tygodniu.

Jakie są Twoje plany sportowe na najbliższy czas?

Chciałbym wypić prawdziwe włoskie espresso, delektując się majestatycznym widokiem gór. Więcej nie powiem, domyślcie się sami, po wcześniejszych odpowiedziach.

Co poradziłbyś osobom, które dopiero zaczynają swoją przygodę ze sportem i mówią: „To nie dla mnie! Nie dam rady!”?

Najgorsze, gdy sami dla siebie jesteśmy największym wrogiem i z góry skazujemy się na porażkę. Sport, podobnie jak inne dziedziny życia wymagają cierpliwości. Nie ma nic od razu. Aby pójść na studia, musisz najpierw przez kilkanaście lat chodzić do szkoły. Tutaj jest podobnie. Jeśli uwierzysz, że możesz, zaczniesz przenosić góry.

Jak wygląda strój do ćwiczeń?

Lajkra i kask, odpowiednie buty – czyli obowiązkowy zestaw każdego kolarza. W chłodniejsze dni dochodzą dodatkowe warstwy aby nie utracić komfortu termicznego.

Jakich przedmiotów/gadżetów nie może zabraknąć podczas Twojego treningu?

Głównym i najważniejszym gadżetem jest oczywiście rower. Do realizacji swoich celów używam dedykowanego komputera GPS z możliwością nawigacji, oraz mierzenia takich parametrów jak kadencja i puls, choć oczywiście jest to dodatek, a nie obligatoryjny element wyposażenia kolarza.

Co daje Ci sport?

Satysfakcję i radość. Siedząc na rowerze czuję się spełniony. Nic więcej do szczęścia nie potrzebuję.

Skąd czerpiesz energię?

Z realizacji celów. Każdy kolejny zrealizowany „checkpoint” na mojej liście daje mi kopa i motywację do dalszego działania. Ale również porażki uczą. Przede wszystkim pokory, pozwalają nabrać do siebie dystansu i energii właśnie do dalszego działania.

Ćwiczysz sam? Czy uczysz też innych? Co wtedy czujesz?

Jeżdżę najczęściej sam, ale zdarzają się wyjątki. Treningi grupowe, czy jazdy z zawodowcami pozwalają nabrać doświadczenia, zdobyć dodatkowe umiejętności, nabrać pokory. Swego czasu miałem okazję jeździć z Michałem Kwiatkowskim. Na jednym z podjazdów pokazał mi różnicę pomiędzy zawodowcami, a amatorami i ile potrzeba włożyć pracy i cierpliwości, aby znaleźć się tam, gdzie on się znalazł, czyli wśród najlepszych na świecie. Sam nie miałem okazji jeszcze nikogo uczyć, choć zdarzało mi się prowadzić peleton, ale to nie to samo.

Co sprawia Ci największą radość?

Każdy kolejny pokonany kilometr daje uczucie, które można nazwać radością. Naprawdę cieszę się, że na mojej życiowej ścieżce w pewnym momencie znalazł się rower.

Czy kolarstwo to Twój sposób na życie?

Chyba tak to można określić. Oczywiście istnieje życie poza rowerem, ale gdy nie kręcę 2 3 dni, to zaczynam wariować, a myśli krążą tylko wokół tego, żeby w końcu wsiąść na siodełko i ruszyć w dal.

Największa zaleta uprawiania kolarstwa to….?

Tych zalet jest sporo. Co największą? Hmm… Trudna sprawa, ale chyba dla mnie jest to możliwość odwiedzania i odkrywania wspaniałych miejsc.

Czy interesujesz się innymi dyscyplinami sportu, poza Twoją? Jakimi?

Tak, jak wspominałem wcześniej, dawniej dość mocno byłem zaangażowany w koszykówkę. Grałem mało, ze względu na swoje warunki fizyczne, choć w liceum udało mi się zdobyć z drużyną tytuł mistrzów województwa. Ja skupiłem się na oglądaniu i relacjonowaniu tego co widziałem na parkiecie. Pisałem do ogólnopolskich mediów, miałem swój portal. Odwiedzałem zarówno mecze szkolne, spotkania niższych lig, jak i ekstraklasę, Euroligę, czy mistrzostwa Europy. Dzisiaj wycofałem się już tej działalności z różnych powodów, ale z wynikami polskich parkietów wciąż jestem na bieżąco.

Co Cię mobilizuje?

Cel. Każdy kolejny, który sobie założę. Ich realizacja wymaga pracy, wyrzeczeń, pokonywania kolejnych słabości.

Masz swoje ulubione hasło motywacyjne?

Na ścianie w swojej sypialni naprzeciw wiszącego roweru mam słowa Eddy Merckxa „Ride as much or as little, or as long or as short as you feel. But ride.”

Co pomaga Ci utrzymać odpowiednią dietę?

Rozwaga. Oczywiście, jak każdemu także i mi zdarza się sięgnąć po to, co jest niezdrowe. Przez tych kilka lat nauczyłem się jednak walczyć z swoimi zachciankami. Codziennie staram się przygotowywać samemu każdy posiłek, w którym jest mnóstwo warzyw i owoców, a bardzo rzadko jem z nieznanych źródeł.

Jakie jest Twoje największe osiągnięcie?

W życiu, czy w kolarstwie? Moim największym życiowym sukcesem jest zmiana swojego stylu życia. Zdecydowanie lepiej się czuję mając te kilkadziesiąt kilogramów mniej.

Jak dbasz o formę poza sezonem?

Siłownia, treningi core, spinning, basen. Tak naprawdę każda forma aktywności pozwala utrzymać formę, dlatego czasami zdarza mi się też wracać z pracy do domu pieszo. 15 kilometrów 🙂

Zobacz jeszcze to: