Podróże

Mój Tour de Pologne

O Tour de Pologne napisano, czy też powiedziano wiele. Czesław Lang robi kapitalną robotę moim zdaniem, czego efektem jest coraz ciekawsza rywalizacja na coraz wyższym poziomie. Chcę podkreślić od razu, że nie będzie to hymn pochwalny a jedynie subiektywna opinia tego co zobaczyliśmy, Wy w telewizji, a ja również na żywo.

Po przejechaniu trasy Wrocław – Kołobrzeg wcale nie spieszyło mi się odwiedzać Podhale w sierpniu. Wiedziałem, że szczyt formy jest za mną i na pagórkach które są zdecydowanie bardziej wymagające niż Tąpadła, czy nawet Jesioniki w których ostatnio byłem będzie ciężko. Ale zapowiedź przyjazdu takich kolarzy jak Vincenzo Nibali, Cadel Ewans, Wout Pouls sprawiło, że zacząłem powoli zmieniać zdanie. Gdy z Tour de France wyrzucono Petera Sagana, wiedziałem że szybko będzie chciał sobie brak zielonej koszulki Wielkiej Pętli szybko powetować. Gdy tylko potwierdził on swój start już rezerwowałem noclegi, wysyłałem wniosek o akredytację i myślami byłem w Bukowinie. Tego zwyczajnie nie można było przegapić.

Śmiałe stwierdzenie, że był to najlepszy wyścig w historii nie jest wcale przesadzone. W zasadzie do ostatnich metrów ważyły się losy końcowego zwycięstwa, a pretendentów do niego też przed ostatnim etapem było sporo. Wszyscy liczyliśmy na Rafała Majkę, ale chyba ten balonik został napompowany zbyt mocno. Rafa przyjechał przecież poobijany po Tour de France, a i tak wykręcił drugie miejsce na podium, przegrywając o zaledwie 2 sekundy. Malkontentom, którzy twierdzą że mógł przecież na końcu urwać te sekundy powiem – sami wsiądźcie na rower i sami przejedźcie trasę ostatniego etapu, a potem zacznijcie narzekać.

Pierwszy raz oglądałem nasz narodowy wyścig od wewnątrz. Być może jest to śmieszne, ale akredytację na zawody otrzymałem na moje… Instagramowe konto (@birucycling jeśli jeszcze nie znasz). Siła internetu jest coraz większa, a ja myślę, że organizatorzy chcą po prostu wykorzystać każdy możliwy kanał do promowania marki, którą wykreowali. To był naprawdę fajny Tour, z świetną organizacją, którą mogłem z bliska oglądać. Naprawdę, robota jaką wykonuje Lang Team i nie chodzi tu o Pana Czesława, ale cały sztab ludzi, którzy czuwają nad wszystkim, aby impreza była udana. Nie zdajecie sobie sprawy ile osób jest zaangażowanych w taki event, ale dzięki nim i też dzięki doświadczeniu zdobywanemu przez wiele lat każdy czuje się tam komfortowo. Rozpoczynając od zawodników, a na takich szaraczkach jak ja kończąc.

Wiele osób by chciało, aby Tour objeżdżał całą Polskę, a nie tylko małe fragmenty. Ale nie oszukujmy się… To jest biznes, który musi wyjść na swoje. Lang Team jako organizator to prywatna firma, dla której liczy się zysk. Każde miasto, gdzie były umiejscowione start i meta, oraz wszelkie premie płacą niemałe sumy za możliwość goszczenia kolarzy. Nie każdego na to stać. Niektórzy, jak choćby Kraków, Katowice, czy Bukowina mają podpisane wieloletnie kontrakty na organizację, co wpływa też na coroczne układanie trasy. Ważna jest też logistyka – drużyny to nie tylko zawodnicy, to cały sztab ludzi, auta teamowe, ciężarówki. Ważna jest też atrakcyjność, a nie oszukujmy się, że najbardziej atrakcyjne są zawsze góry. A w Polsce nie mamy ich wiele… Za rok Tour ma znów zawitać na Słowacji, że względu na góry właśnie.

Mój Tour można podzielić na dwa etapy. Temu związanemu ze startem w amatorskiej wersji wyścigu poświęcę osobny wpis – jak tylko znajdę odpowiednie zdjęcie . Drugi etap to możliwość obcowania z kolarzami i wstępu tam, gdzie inni mogą tylko pomarzyć. Wstęp na pokład autokaru Lotto Soudal, przymierzanie się do Scotta Foil teamu Orica, czy w końcu wejście w strefę startu i możliwość przybicia piątki z Vincenzo Nibalim, czy Dannym van Poppelem. Zaś z Cesare Benedettim, chyba najsympatyczniejszym kolarzem peletonu ucięliśmy sobie krótką pogawędkę. Czarek, który jest Włochem i pod włoską flagą startuje, mieszka na co dzień w Gliwicach, a to za sprawą żony Polki. Zapytał jak wygląda podjazd na Rzepiskach, bo nigdy wcześniej nie miał okazji tamtędy jechać, powiedziałem żeby za szybko nie odpuścił, bo jest tam moment dający złudzenie że to koniec a tak naprawdę podjazd dopiero się zaczyna.

To był fajny Tour.  Fajnie że mogłem tam być.

Zobacz jeszcze to: